Stary człowiek i morze – E. Hemingway

Będąc młokosem nie ciągnęło mnie do szkolnych lektur. Kilka przeczytałem z przyjemnością, ale większość pod przymusem. Pamiętam je niemal wszystkie bez wyjątku. Jedną z nich jest „Stary człowiek i morze” Ernesta Hemingwaya.

Autor wybitny, którego nazwisko obiło się o uszy niemal każdemu. W tym roku wreszcie na rynku możemy poczuć na nowo jego słowa, dzięki wydawnictwu Marginesy. Książka „Stary człowiek i morze” pojawiła się w nowym tłumaczeniu, w świetnie prezentującej się oprawie i przede wszystkim ogólnodostępna. Niejednokrotnie spotkałem się z teorią, że brak porozumienia ze spadkobiercami Hemingwaya zaważyło na braku nowych dodruków. Co się zmieniło? Nie mam pojęcia, bo nie sięgałem tak daleko, lecz wydawnictwo Marginesy wykonały kawał dobrej roboty i spełniły moje czytelnicze marzenie.

Tytuł ten nie jest opasłym tomiszczem, a raczej cienką lekturą na jeden, góra dwa wieczory. Opowiada o starym rybaku, który wyrusza w samotną podróż na morskie wody, by udowodnić sobie, że potrafi nadal odnaleźć się w swoich fachu. Historia ta wydaje się być banalna, ale tak naprawdę porusza temat determinacji i siły woli. Jest to też opowieść o przyjaźni bez względu na różnicę wieku między bohaterami. Większość akcji rozgrywa się na bezkresnym moru, który staje się areną walki między człowiekiem, a rybą, a może między człowiekiem, a przemijającym czasem.

Książka, którą trzeba poczuć i można ją czytać raz za razem. Hemingway uznawał „Starego człowieka i morze” za swoje opus magnum. Teraz, w nowym wydaniu, w czasach, gdzie człowiek bez ustanku pędzi przed siebie, idealna lektura do relaksu i przemyśleń.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy