Piękny świat Horizon Zero Dawn

Horizon Zero Dawn miał swoją premierę 28 lutego 2017 roku. Do mojej biblioteki trafił jakiś rok temu, gdy gra była na promocji, skorzystałem więc z okazji i postanowiłem ją kupić, chociaż wcześniej o niej za bardzo nie słyszałem. Przez jakiś czas zastanawiałem się nad kupnem, ze względu na nieznajomość tytułu, ale z pomocą przyszedł mi youtube i po obejrzeniu kilku filmików z rozgrywki oraz recenzji postanowiłem dokonać zakupu. Gra początkowo nie podbiła mojego serca, ze względu na sporo pomysłów zaczerpniętych z innych gier. Wspinanie się po ścianach, jak w Assassin’s Creed, odbijanie obozów zajętych przez bandytów, jak w Far Cry, czy odkrywanie mapy poprzez wejście na maszynę zwaną w grze Żyrafem, podobnie jak w wcześniej wymienionych tytułach, gdzie trzeba było wspiąć się na wieżę lub punkt widokowy. Tym co wyróżniało Horizon był tajemniczy postapokaliptyczny świat zdominowany przez maszyny przypominające zwierzęta, które żyją współcześnie ( przynajmniej niektóre z nich mi takie przypominały), a także takie, które wyglądem przypominały dinozaury i inne prehistoryczne zwierzęta, a jeszcze inne to po prostu śmiercionośne roboty. To właśnie te maszyny będą głównym przeciwnikiem naszej bohaterki, czyli Aloy.

Po ukończeniu prologu, w którym było chyba więcej przerywników niż akcji, rozpoczynamy zwiedzanie otwartego świata gry. To co jest warte uwagi to piękna grafika i detale mapy, którą będziemy przemierzać od gorących pustyń aż do mroźnych gór, gdzie będziemy walczyć zarówno z ludźmi, jak i z maszynami, które posiadają różne rodzaje ataków takich, jak ogień, mróz, elektryczność. Każda z tych maszyn jest także odporna na różne rodzaje ataków. Aby poznać słabe, jak i mocne strony przeciwnika możemy użyć urządzenia nazywanego w grze fokusem. Z czasem możemy także zdobyć umiejętności pozwalające na przejmowanie maszyn, co można wykorzystać w walce, ponieważ zdominowana maszyna przez jakiś czas będzie naszym sojusznikiem. Niektóre z nich można także dosiadać ułatwiając sobie podróż po mapie w poszukiwaniu kolejnych misji i znajdziek. Drzewko umiejętności zrobione jest w czytelny sposób, a zdobywane umiejętności ma realny wpływ na rozgrywkę.

Sama mapa nie jest zbyt duża i przytłaczająca, punkty szybkiej podróży są rozrzucone po mapie tak, że bardzo ułatwia to podróż z jednego końca mapy na drugi. Zwiedzając świat możemy oczywiście natrafić na wiele misji pobocznych, a niektóre z nich mają wpływ na zakończenie gry i trofea, jeśli nam na nich zależy. Inne są jakby specjalnie przedłużane, co z czasem trochę mnie już nudziło. Czeka na nas też sporo różnych znajdziek między innymi ceramiczne naczynia, które w rzeczywistości są zwykłymi kubkami, takimi jak każdy ma w domu, a przez prymitywnych mieszkańców świata Horizon Zero Dawn są określane jako rytualne naczynia z ceramiki, które pewnie musiały służyć przodkom do ważnych obrzędów, tak samo jak pradawne bransoletki, wisiorki, które w rzeczywistości były zegarkami na rękę lub pękiem kluczy. Ot taka mała warstewka humoru. Podczas przeszukiwania pozostałości dawnej cywilizacji znajdziemy także notatki, nagrania głosowe i hologramy, które przybliżą na historię świata Horizon. Sama fabuła jest tajemnicza, jednak z jej postępem dowiadujemy się coraz więcej o genezie świata i dowiemy się także skąd wzięły się tajemnicze maszyny.

Jak każda gra, także Horizon ma małe niedociągnięcia, takie jak zbyt cichy głos Aloy w porównaniu do innych bohaterów. Podczas rozmów w oczy rzuca się także drewniana mimika postaci, a w polskiej wersji językowej problemem jest duża różnica pomiędzy napisami, a tym co mówią postacie, a także źle zgrana długość wypowiedzi. Często zdarzało się, że postać nadal poruszała ustami mimo tego, że już nic nie mówiła. Sztuczna inteligencja bandytów też mogłaby być lepsza, sama gra jest trochę powtarzalna i przewidywalna. Mimo tego wciągnęła mnie na ponad 60 godzin i sprawiła, że zakochałem się w tym świecie i po jej ukończeniu mam growego kaca.

Po ograniu głównej fabuły przyszedł czas na dodatek Frozen Wilds. To dodatkowe kilka godzin rozgrywki. DLC dodaje nową lokację do mapy, kilka typów maszyn i broni oraz nowe misje i nowe drzewko umiejętności, a także trochę nowych znajdziek. Sposób walki pozostaje bez zmian, lecz samą walkę ułatwią nam nowe bronie i możliwość modyfikacji włóczni. Poza tym nie znajdziemy tu nic szczególnie nowego w porównaniu do podstawki.

Podsumowując Horizon Zero Dawn to świetna gra na wiele godzin, obok której nie można przejść obojętnie. Guerrilla Games zadbało także o świetną optymalizację swojej produkcji na PS4. Podczas rozgrywki ani razu nie uświadczyłem spadku wydajności, mimo tego że grafika jest na wysokim poziomie, a twórcy wyciągnęli z konsoli sto procent. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zagrać w przygody Aloy, to pora nadrobić straty, a na pewno nie będziecie tego żałować.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy