Trylogia Licaniusa – James Islington. Fantastyka z górnej półki

Czym jest?

„Cień utraconego świata”, oraz „Echo przyszłych wypadków” to dwie pierwsze części „trylogii Licaniusa”, której dopełnienie ma nastąpić już wkrótce tytułem „Blask ostatecznego kresu”. Autorem wspomnianych powieści jest australijski pisarz James Islington. „Cień utraconego świata”, co ciekawe, był jego debiutem, który wydał metodą self-publishingu, a bardzo dobre opinie na temat książki sprawiły, że Islington podpisał umowę na dwa pozostałe tomy z dużym wydawcą.

Ja sam kierowałem się lawiną pozytywnych recenzji przy wyborze pierwszego tomu trylogii. Nie było eksperymentu, nie strzelałem na oślep – taka masa zachwytów musiała mieć jakieś podparcie i postanowiłem sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi.

W Polsce, książki Jamesa Islingtona pojawiły dzięki wydawnictwu Fabryka Słów. Jak zauważyłem, po sukcesie pierwszej części, „Echo…”  nie potrzebowało wielkiej promocji, ponieważ tytuł wraz z autorem bronili się sami i to z sukcesem. „Cień…” rozbudził apetyty czytelników, a „Echo…” tylko potwierdziło słuszność ich oczekiwań.

O czym jest?

Chciałbym pokrótce napisać o czym jest „trylogia Licaniusa”, ale pokrótce się nie da. Autor wspiął się na wyżyny twórcze i przywołał do życia świat, którego ogrom wymaga skupienia i koncentracji.  Bo mamy kilku głównych bohaterów, którzy stają przed niezwykle trudnym zadaniem ochronienia krainy, w której mieszkają przed upadkiem magicznej Bariery, za którą skrywają się przerażające istoty prowadzone przez szalonego najeźdźcę. Proste, co? Jednak nie. Bo Najeźdźca okazuje się być kimś zupełnie innym, bo Bariera już jest wystarczająco słaba, aby stworzyć wiele problemów mieszkańcom krainy, bo każdy z bohaterów wydaje się być wiodącą postacią z różnych powodów. Każdy z nich ma misję do wykonania i jeśli tylko jedno z nich okaże słabość, cały plan legnie w gruzach. Jest Davian, Asha, Wirr, Caeden i jeszcze więcej postaci pobocznych, bez których nasi bohaterowie nie byliby w stanie niczego osiągnąć. Nie ma tu wielkiego heroizmu, są słabości, pomyłki i nikt nie może stać się superbohaterem, żaden z nich nie może równać się z człowiekiem ze stali, czy Mrocznym Rycerzem. Świat Islingtona jest o wiele bardziej skomplikowany. Pełno w nim intryg politycznych i przede wszystkim… magii. O ile motyw Esencji wydaje się być prostym rozwiązaniem, tak rodzaj siły nadprzyrodzonej zwanej Kan to już wyższa szkoła jazdy. Tak naprawdę nigdy nie spotkałem się w książkach z tak rozbudowanym i szczegółowo dopracowanym światem magii.

Właśnie przez tę tytaniczną pracę autora patrzyłem na jego twórczość z podziwem. Debiut na takim poziomie jest czymś rzadkim, a Islington podniósł sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Dojrzały, ale nie męczący styl jest idealny do treści książek, którym trzeba poświęcić szczególną uwagę. Zaczynając „Cień…” czułem się lekko zdziwiony ogromem informacji, za którymi nie nadążałem, Miałem obawy, że moja przygoda z tym tytułem szybko się zakończy, ale z przemijaniem kolejnych stron wszystko nabierało barw, drobne elementy wskakiwały na swoje miejsce, a ja odpłynąłem w świat fantastyki z wielkim uśmiechem w sercu.

Podsumowanie

James Islington stworzył znakomite książki, o których będzie się mówiło bardzo długo. W żadnym wypadku nie wrzucam go do jednego worka z wybitnymi pisarzami jak choćby Tolkien (jeszcze nie), dużo bardziej podobał mi się główny wątek cyklu demonicznego, jednakże nie mogę przestać zachwycać się tą szczegółowością magii, historią powstania Bariery od czasów odległych, po wydarzenia, w których uczestniczą nasi bohaterowie. To prawdziwy labirynt, który wymaga od czytelnika bogatej wyobraźni, a w zamian serwuje niezapomnianą przygodę i targające człowiekiem emocje.

Jeśli James Islington wciąż rozwija się jako pisarz, być może bierzemy udział w powstawaniu historii w literaturze, którą będą wspominać kolejne pokolenia. Czy jednak autor nie porwał się z motyką na słońce i w końcu sam zagubi się w ogromie informacji jakich wymaga tego typu twórczość? Nie wiem, niemniej trzymam za niego kciuki i niecierpliwie wypatruję trzeciego tomu. To się musi udać.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy