Recenzja Death Stranding Director’s Cut

Wprowadzenie

Hideo Kojima słynie z tego, że jego produkcję są inne. Są to projekty dość specyficzne, tajemnicze i przerażające, które docierają do dość wąskiego grona. Tak też jest z Death Stranding, sam dość długo się zastanawiałem nad tym tytułem. No bo co może być ciekawego w grze, gdzie głównym elementem jest „chodzenie” z paczkami od punktu A do punktu B, niczym kurier, czy listonosz. Sam przez dłuższy czas byłem kurierem, który rozwozi paczki i wcale to zajęcie nie należy do interesujących. Faktycznie po takim opisie, raczej garstka ludzi by się zainteresowała tą grą.

Jednak trzeba podkreślić, że po pierwsze, jest to sam Hideo Kojima – doceniony wizjoner, człowiek legenda i współtwórca gier takich, jak seria Metal Gear Solid. Dla samego tego nazwiska warto zaryzykować by zagrać. Po drugie jest to tytuł ekskluzywny dla posiadaczy konsol PlayStation, zatem gra musi być naprawdę dobra – chyba wszyscy przyznają, że Sony ma bardzo dopracowane produkcje w swojej bibliotece. Trzy, główną rolę w grze odgrywa świetny aktor znany z serialu The Walking Dead, czyli nie kto inny, jak Norman Reedus. Po czwarte gra wyszła w wersji Director’s Cut na PlayStation 5 z dodatkową zawartością i usprawnieniami graficznymi… I to jest powód dla którego sięgnąłem po Death Stranding. Sumując wszystkie te punkty i po odpowiednim podejściu do gry, otrzymujemy arcydzieło gamingowe. Jednak nie każdy będzie w stanie docenić i wytrwać z Samem Porterem i Ełdkiem.

Norman Reedus i Hideo Kojima.

Fabuła

Twórcy przedstawili surrealistyczną wizję niedalekiej przyszłości. Światem wstrząsnęła seria wybuchów, które sprowadziły nadprzyrodzone zjawiska nazwane „Death Stranding”. Wśród powstałych w ten sposób anomalii wyróżnić można deszcz o paranormalnych właściwościach. Wszystko, co zostanie zalane przez deszcz, czyli tak zwane opady temporalne, ulega przemieszczeniu w czasie. Oznacza to gwałtowne przyspieszenie procesu starzenia się u wszystkich żywych organizmów. Kolejnym istotnym elementem jest obecność niewidocznych gołym okiem istot nazywanych Wynurzonymi. Stanowią one zagrożenie dla mieszkańców planety. Wykrycie jest możliwe przy pomocy specjalnego skanera o nazwie „odradek”, który wskazuje dokładną lokalizację. Zjawiska sprawiły, że ludzkość podzieliła się na niewielkie, rozproszone grupki. Każda z grup ma siedziby w wielkich bunkrach. To właśnie do tych grup ludzi będziemy dostarczać potrzebne im surowce do przetrwania.

Wszystko to wydaje się naprawdę banalne. Jest tu jednak sporo zagmatwanego wątku fabularnego, gdzie nie raz czy dwa zagubimy się i nie będziemy wiedzieć co się dzieje. Jednak te wszystkie smaczki i odrobinę tajemniczości pozostawię Wam, abyście mogli delektować się wspaniałym wątkiem fabularnym bez żadnych wcześniejszych spoilerów.

Pierwsze kroki

Sam początek gry to dość spora ilość przerywników filmowych, jest tego tyle, że w połowie zacząłem się zastanawiać, czy to aby na pewno gra, a nie film interaktywny. Jednak mimo to ogląda się to bardzo przyjemnie, postacie są świetnie napisane, aktorzy bardzo dobrze wczuwają się w rolę. Polski dubbing stoi na naprawdę wysokim poziomie. Gra przez wielu nazywana symulatorem chodzenia. Jest w tym trochę prawdy, ale nawet jeśli w grze najwięcej czasu spędzamy na chodzeniu po naprawdę wielkiej mapie, to jest to najprzyjemniejsze chodzenie w grach w jakie grałem. W przerwach są różne misje fabularne i poboczne, dość zróżnicowane, więc naprawdę chętnie się podchodzi do każdej misji. Nawet do tych gdzie musimy przejść na „nogach” całą mapę wzdłuż i z powrotem.

Fabuła, jak pisałem na wstępie jest dość mocno zagmatwana, ale jest też niezwykle tajemnicza i mroczna. Kiedy zaczynają się tylko opady termalne, niebo się ściemnia, a nasz skaner kręci się jak szalony, w tym momencie po ciele przechodzą aż ciarki i zbliżamy się nerwowo do monitora by wyczuć gdzie są Wynurzeni. Najgorzej jest, jak już Was dopadną, wtedy pędzicie jak szaleni, próbując uwolnić się z ich rąk. Naprawdę gra trzyma w napięciu cały czas, z każdym krokiem zastanawiamy się, czy zdążymy w razie opadów się gdzieś schować albo, czy teren jest na tyle prosty i płaski, żeby zdążyć uciec.

Chodzenie

Tak jak wcześniej wspomniałem jest tu sporo chodzenia z paczkami, a tych Nasz bohater może wziąć naprawdę dużo ze sobą. Ciekawie jest rozwiązany system rozkładania paczek na całym ciele, tak aby było nam najłatwiej utrzymać równowagę, którą i tak co chwilę musimy korygować w czasie podróży, by Sam się nie przewrócił i nie zniszczył ładunku, który ze sobą niesie. Jest to często dość irytujące, gdy co chwilę mimo wolnych ruchów musimy jeszcze bardziej zwolnić albo całkowicie się zatrzymać, by utrzymać się na nogach.

Musimy też pamiętać, aby przed podróżą zabrać ze sobą obuwie zapasowe, ponieważ buty ulegają zniszczeniu, a na gołych stopach niestety daleko nie zajdziemy. Z czasem kiedy uda nam się połączyć większość ośrodków, gdzie przybywają mieszkańcy z siecią chiralną, dostaniemy możliwość budować system dróg i mostów, aby skrócić czas podróży. Będziemy mieli także dostęp do pojazdów takich jak motory, czy samochody. Mimo, że nie jest to gra „samochodowa” to jest tu naprawdę bardzo dobry model jazdy.

Drugi bohater

Pierwszym i głównym bohaterem jest oczywiście postać, którą sterujemy czyli Sam Porter. Druga postać przez większość gry jest z nami, może wywoływać mieszane uczucia, sam nie ukrywam, że było to dla mnie dość dziwne i nietypowe. Jest to dziecko umieszczone w kapsule, która jest przytwierdzona do naszego skafandra. Wygląda to trochę tak jak łono matki z dzieckiem w ciąży. Jest to tak zwany Ełdek (ŁD – łącznikowe dziecko), czyli nasz łącznik między światem ludzi i wynurzonych. Jest on połączony z naszym skanerem dzięki czemu wiemy, że nadciąga niebezpieczeństwo. W zasadzie jedyną rzeczą, o której trzeba pamiętać w przypadku dziecka, jest jego dobre samopoczucie. Negatywnie na jego stan wpływają:

– walka z użyciem broni palnej

– długotrwałe zanurzanie w wodzie

– upadki spowodowane utratą równowagi

– pojmanie przez porzuconych

– losowe czynniki fabularne.

Jeśli zacznie płakać wystarczy je kołysać, aby się uspokoiło, musimy też pamiętać, że jeśli będziemy za długo z nim na dworze, jego stan może ulec pogorszeniu i wtedy zostaje nam tylko biec do swojej kwatery, by zregenerować jego siły i przy okazji nasze. W kwaterze możemy również podziwiać zdobyte trofea, czy modyfikować skafander i komorę.

Muzyka

Muzyka w grze jest niezwykle klimatyczna i poruszająca. Większość utworów to same instrumenty, ale nie wszystkie. Soundtrack świetnie oddaje to co się właśnie dzieje na ekranie naszej gry. Większość utworów jest nagrane przez profesjonalne orkiestry symfoniczne i naprawdę czuć moc. Pamiętam, że po kilku godzinach gry słuchałem potem wybrane kawałki na YouTube’ie, bo mimo tego, że nie jestem fanem takiej muzyki, to ta po prostu do mnie trafiła i mi się spodobała. To coś takiego jak filmy z serii Harry Potter, niby muzyka klasyczna, orkiestra, a jednak muzyka jest świetna, tak właśnie jest też w Death Stranding. Jest też kilka kawałków, gdzie możemy usłyszeć wokal i jedna z nich jest naprawdę genialna. Tu macie mały przedsmak tego co czeka Was w grze, gwarantuję Wam, że będzie to uczta dla Waszych uszu.

Oprawa graficzna

Gra otrzymała wsparcie HDR i rozdzielczość 4K. Naprawdę grafika jest tu na najwyższym poziomie. Postacie są niezwykle realistycznie odwzorowane, ogromna ilość detali sprawia, że postacie wyglądają jak żywcem przeniesione z filmu. Jednak największą robotę robi oprawa graficzna krajobrazów, roślin, wody i ogólnie całego otoczenia. Często zastanawiałem się, czy oglądam film, czy gram w grę. Naprawdę tu należą się ogromne słowa uznania dla grafików, za to jak ta gra pięknie wygląda i co ważne jak dobrze i płynnie działa. Grając, ani razu nie miałem żadnego błędu i nie czułem spadku wyświetlanych klatek, nawet w sytuacjach gdzie naprawdę dużo się działo. Tak więc grafika w grze prezentuje się wybitnie, ale nie musicie wierzyć mi na słowo, po prostu sami sprawdźcie i dajcie znać, czy na Was też oprawa audiowizualna wywarła takie wrażenie jak na mnie.

Podsumowanie

Więc mamy tytuł stworzony przez Hideo Kojima, ze świetną oprawą audiowizualną, tajemniczą i mroczną historię, perfekcyjną grą aktorską, pierwszorzędne sterowanie i masa innych plusów i co dziwne żadnego minusa.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz grałem w grę, gdzie nie mogłem przyznać ani jednego błędu, ale jednak przede mną jeszcze zakończenie tej wspaniałej przygody i choć jestem bardzo ciekawy zakończenia, to dość długo zwlekam z nim, bo po prostu szkoda mi będzie, że to już koniec tej historii…

Jednak pisząc tą recenzję zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że pora zakończyć ten wątek by móc zacząć się rozkoszować w pełni innymi tytułami, które jeszcze na mnie czekają. Niby gry służą przede wszystkim rozrywce, ale z tym tytułem jest inaczej. Czuję, że to przygoda, która może się już nigdy nie powtórzyć. Mimo, że gra jest już na rynku jakiś czas to dopiero od niedawna poczułem, że muszę skosztować tego co zaserwował Hideo Kojima, wiem że musiałem dojrzeć do tego tytułu, by móc czerpać satysfakcję z “chodzenia”, tak jak właśnie chciała osoba, która tworzyła ten tytuł. Dla mnie Death Stranding jest grą wybitną i arcydziełem, pokazuje jak z naprawdę niczego można stworzyć coś wielkiego i zarazem dobrego. Cała twórczość Kojimy to tort dla graczy, a Death Stranding jest wisienką na tym torcie która symbolizuje lata pracy, ale wiem, że na tym nie przestanie i jeszcze nas czymś zaskoczy, tego jestem pewien.

Tak samo jak tego, że w momencie jak kończę pisać te słowa, łapię za pada i kończę przygodę z Samem Porterem i Ełdkiem. Już czas…

Dziękuje za uwagę, pozdrawiam Was ja, czyli Dami5033x.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy