Dying Light 2 – jakie zmiany na tle poprzedniczki?

Jeszcze nie tak dawno zamieszczałem „recenzję” pierwszej odsłony serii. Dzisiaj mam przyjemność powiedzieć co nieco na temat Dying Light 2. Zatem zapraszam Was na moje przemyślenia na temat sequelu chyba najważniejszej serii Techlandu. W tym artykule postaram się, jak najmocniej odnieść do poprzedniej części, ale już w tym momencie powiedzieć mogę tyle – dla fanów pierwszej części jest to wymarzona kontynuacja.

Harran był spoko ale…

…Villedor jest lepszy. I nie mówię tu tylko o graficznym aspekcie, bo raczej każdy się spodziewa, że nowe miasto wyglądać będzie lepiej. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że sporo osób korzysta z mocnych komputerów, czy też z konsol najnowszej generacji. Villedor jest po prostu lepiej zaprojektowane pod każdym względem. W mieście, w szczególności poruszając się po dachach, możemy w pełni wykorzystać potencjał parkouru jaki jest w grze. Przy okazji możemy omijać zombie, które poruszają się po drogach miasta.

Same zejście z dachów nie powoduje od razu narażania się na ataki. Wszędzie porozstawiane są samochody, rampy, czy też inne obiekty umożliwiające omijanie kolejnych wrogów. Co też fajnie zostało zaprojektowane to powrót na dach, gdy tego zechcemy. W DL1 wyglądało to tak jakbyśmy byli nie do zajechania jeśli chodzi o wytrzymałość i wspinaliśmy się po każdym budynku bez problemu, jak assasyni z pewnej serii gier Ubisoftu. W DL2 wykorzystujemy do tego parkour, co lepiej wypada w samym odbiorze przez gracza.

Więcej tylko, że lepiej

Parkour i mechanika walki są tym, co wyróżnia serię Techlandu na tle konkurencji. Zacznę od walki. Jest ona nastawiona głównie na walkę wręcz, chociaż i bronie dystansowe też się pojawiają. Za to broni palnej, tak jak w pierwszej części, nie uświadczymy. A dlaczego? Nie będę spoilerował, ale jedna z pierwszych pobocznych misji wyjaśnia graczowi dlaczego tak jest, a nie inaczej. Ale wracając, walka wręcz jest taka, jak wcześniej tylko, że z małymi wyjątkami. Po pierwsze stamina podczas wyprowadzanych ataków dość szybko ubywa przez co warto skorzystać z uników i gardy. Mam wrażenie, że pod tym względem DL2 wypada lepiej. W jedynce wszystko sprowadzało się do ciągłego wyprowadzania ataków, bo wrogowie posiadali zbyt mało hp w porównaniu do dwójki. Warte wspomnienia są też ulepszenia broni. Wzmacniają one bronie na tyle, że nie korzystanie z ulepszeń jest „głupotą”, ponieważ są one zdecydowanym ułatwieniem rozgrywki.

Jeżeli chodzi o parkour to pierwsze co można wyczuć biegając, jest to że postać zdecydowanie łatwiej chwyta się i nie przeskakuje przeszkód. Powiedziałbym, że jest „lepka” na elementy otoczenia przez co przeskakiwanie po jakichś drobniejszych elementach nie jest już aż tak irytujące, jak w poprzedniej części. Podobają mi się także perki, które towarzyszą szybkiemu poruszaniu. Wraz z nimi pojawiają się nowe animacje i całość wizualnie prezentuje się lepiej. Dodatkowymi czynnikami sprzyjającymi bieganiu po mieście są: widoczność rąk oraz animacja „bujania” się postaci podczas sprintu, która jest świetnie wyważona.

Zmieniony system rozwoju

Drzewko rozwoju się zmieniło o tyle, że jedna gałąź z poprzedniej części została zastąpiona w inny sposób progresji. O ile elementy parkourowe i walki dalej wykupuje się za punkty, które zdobywa się wykonując najzwyklejsze czynności, to perki pasywne, takie jak większa wytrzymałość lub zwiększona stamina, ulepszana jest za pomocą inhibitorów. Te zaś możemy znaleźć w budynkach, w specjalnych skrzyniach. Mimo wszystko łatwo je znaleźć, ponieważ będąc w pobliżu dostajemy komunikat głosowy. Z tym, że warto się po nie udać nocą, a dlaczego to dowiecie się w kolejnym akapicie.

Inhibitory także można znaleźć w kontenerach, które możemy otworzyć jedynie nocą. W tym przypadku jest nieco trudniej. Będąc w pobliżu takiego miejsca pojawia się mocniejszy zombie, który posiada moc wskrzeszania nieumarłych, co skutkuje walką z hordą przeciwników.

W ogólnym rozrachunku musimy zdobywać inhibitory, aby móc wykupić kolejne umiejętności w parkourze, czy walce. Im lepsze umiejętności będziemy chcieli wykupić, tym większe będzie wymagane zdrowe lub kondycja, które musimy uprzednio ulepszyć inhibitorami.

Noc zachęca do eksploracji

Zacznę od tego, że w poprzedniej części Dying Light, noc była czymś co unikałem do bólu. Przede wszystkim dlatego, że nie czułem potrzeby zdobywania dodatkowego lootu, bo przez całą grę, grając tylko dniami, dostajemy mnóstwo dobrej broni i sporo pieniędzy. Teoretycznie można było skorzystać z bonusów do zdobycia PD, ale też było to dość mocno zbędne.

W Dying Light 2 zmieniono mechanikę nocy dość mocno. Przede wszystkim dalej w nocy jest groźniej na ulicach, za to w zamkniętych lokacjach jest bezpieczniej, o ile skorzystamy z mechaniki skradania. W budynkach zarażeni zawsze „śpią” niezależnie od pory dnia, lecz to w nocy mają większy problem z wykryciem nas. Wszystko przekłada się na to, że w nocy warto lokalizować budynki, w których są inhibitory i zbierać je nie zabijając przy tym żadnego zarażonego.

Coop dobry, ale do poprawy

Niestety przejdę teraz do elementu, który wymaga poprawy, niewielkiej ale jednak. Tryb coop tak, jak w poprzedniej części sprawdza się świetnie i jest miłą odskocznią od ciągłej eksploracji miasta solo. Z tym, że w DL2 tryb ten zawiera błędy, które może mocno nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z rozgrywki, ale jednak irytują na dłuższą metę.

Pierwszym wyróżniającym się błędem jest mocno opóźnione pojawianie się przeciwników. Zdarzyło się nieraz, że biegnąc miastem postać blokuje się ot tak, a po chwili przed oczyma pojawiają się bandyci albo grupka zombiaków. Teoretycznie nie robi to większych problemów, bo losowo spotkani przeciwnicy raczej nie sprawiają problemów. Z drugiej strony ten sam błąd pojawia się w miejscach z lepszym lootem. Podbiegacie w miejsce, gdzie stoją pojazdy wojskowe, zszokowani brakiem przeciwników bierzecie się za otwieranie zamków i nagle… pojawia się 30 zombie w tym 2 „mini bossów”. Nagle gra rzuca wam pod nogi naprawdę niezłe wyzwanie.

Innym dość dziwnym problemem jest brak synchronizacji. Walczycie 2v1 z mocnym przeciwnikiem i pewnym momencie wasz kompan zaczyna się leczyć, bo walka się u niego skończyła, wróg został pokonany. Szkoda tylko, że u Ciebie przeciwnik ma jeszcze 1/3 paska zdrowia, a ty sam też ledwo dychasz.

Zdecydowanie oba błędy, które natrafiliśmy grając z kumplem, mogą denerwować. Nie są to jednak na tyle duże problemy, aby coopa odpuścić. Dalej zabawa jest niezła, a problemy zdarzają się raz na jakiś czas. Spodziewam się także, że Techland szybko znajdzie przyczynę tych problemów i wypuści łatkę. Zdecydowanie są to błędy, które dotyczą jedynie gry online.

W trybie kooperacji możemy grać nawet w 4 osoby, dokładnie tak samo jak w DL1

Fabuła

Mimo wszystko, fabułę zostawiłem na koniec, a to dlatego, że każdy odbiera ją trochę inaczej i każdy lubi coś innego. Przede wszystkim nie chcę tutaj spoilerować, więc opowiem o niej dość ogólnikowo.

Zdecydowanie została ona lepiej napisana i zrealizowana niż w pierwszej odsłonie serii. Nie stanowi ona już takiego tła dla samego gameplay’u jak poprzednio. Wcześniej po prostu była i to tyle co dobrego można było o niej powiedzieć.

Teraz zdecydowanie od początku nakręca gracza, aby poznawać ją dalej. Główny wątek w mojej skromnej opinii nie jest tak mocny, jak w Cyberpunku 2077, ale śmiało umieściłbym go w swojej topce. To co bardziej przypadło mi do gustu to zadania poboczne, gdzie te „większe” można śmiało traktować jako bardzo dobre, osobne wątki. W tym momencie chciałbym Wam polecić przeznaczenie swojego czasu nie tylko na główny wątek, ale także na poboczne misje, które mogą Was zaskoczyć niezwykle pozytywnie.

Sporą zasługą dobrego odbioru fabuły są lepsze animacje postaci, jak i mimika twarzy w cut scenkach. Szczególnie to drugie działało na niekorzyść w pierwszej części. Postacie wyglądają bardzo naturalnie, a w połączeniu z dobrym polskim dubbingiem, przerywniki ogląda się z przyjemnością.

Znana aktorka Rosario Dawson wcieliła się w ważną rolę w grze

Podsumowując

Dying Light 2 jest świetną kontynuacją serii. Rozgrywka nie została zepsuta zbyt dużymi ambicjami studia, jest dokładnie taka, jak powinna być, czyli przeniesiona z jedynki z dużymi usprawnieniami. Dzięki tym usprawnieniom nie ma uczucia monotonii. Wreszcie także pojawiła się fabuła godna tego, by iść w parze z dobrym gameplayem. Tak dobrze stworzona opowieść powoduje, że w grę chce się grać bez przerwy. Dobrym ruchem jest zachęcenie gracza do wyjścia w nocy, która wcześniej była najczęściej zbyt niebezpieczna. Wątki poboczne i różnego rodzaju ciekawostki sprawiają, że gracze którym nie przypadnie do gustu główny wątek mogą bez większego problemu z niego zrezygnować.

Moja ocena to 9/10, czasami czegoś brakowało mi w cut scenkach, w fabule. Ciężko mi określić co dokładnie było nie tak, ale zdarzyło mi się stracić chwilowe zainteresowanie głównym wątkiem. Bez wątpienia jest to kolejna polska produkcja, którą możemy chwalić się na cały świat.
Dajcie znać, czy graliście już w kolejną odsłonę Dying Light i jak zapatrujecie się na zmiany. Sekcja komentarzy jest dla was!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy