Recenzja Call of Duty: Vanguard

Call of Duty: Vanguard

Nowe Call of Duty to już osiemnasta główna odsłona serii, które wydaje firma Activision. Za pracą nad tą częścią odpowiedzialne jest studio Sledgehammer Games – którzy w roku 2017 opracowali Call of Duty: WWII. Tak jak cztery lata temu, tak teraz też mamy do czynienia z walką na froncie drugiej wojny światowej. Jest to jednak część dużo bardziej mroczniejsza, z dużo cięższym klimatem.

Jako fan FPS-ów od wydawcy Activision, zakupiłem Swój egzemplarz od razu w dniu premiery i nie żałuję, choć nie tak do końca. Oczywiście jest tu świetny klimat, gdzie momentami człowiekowi przechodzą ciarki po plecach. Jestem jednym z nie wielu osób który kupuje Call of Duty przedewszystkim dla kampanii single player. Mimo tego, że przed premierą wiedziałem, że jak to często bywa z tą serią gra nie będzie długa. Przejście całej kampanii na poziomie normalnym zajmie nam zaledwie około 5 godzin. Więc cena 300 zł za 5 godzin kampanii to dużo, z drugiej strony mamy w zestawie oczywiście klasyczny multiplayer i tryb zombie.

Kampania opowiada o kilku żołnierzach z różnych armii, których przywódcą jest Arthur Kingsley, a grupą która dowodzi Task Force One. Nasi główni protagoniści są bardzo zróżnicowani i w trakcie rozwoju kampanii będziemy mogli wcielić się w każdą z tych postaci. Do dyspozycji będziemy mieć między innymi: Sierżant Arthur Kingsley – dowódca Take Force One, Porucznik Polina Petrova – najlepsza kobieta – snajper z Związku Radzieckim, Lucas Rigg – specjalista od ładunków wybuchowych, Porucznik 1 klasy Wade Jackson  – znakomity pilot i Sierżant Richard Webb – jest prawą ręką i bliskim przyjacielem Kingsleya.  Skoro znamy już główne postacie to można zaczynać przygodę na froncie. Gra zaczyna się od misji Fenix, gdzie nasz oddział ma odebrać tajne dokumenty z bazy morskiej w Hamburgu, pierw jednak musimy przejąć pociąg, który tam jedzie. Misja jest bardzo filmowa, z dużo ilością akcji, wybuchów i świetną grą świateł. To byłby nasz wątek główny, później jesteśmy rzucani po różnych lokacjach i wcielamy się w innego bohatera. Według mnie sam wątek główny jest słaby, natomiast misje z retrospekcji każdej postaci są znakomite, choć bywają zróżnicowane. Misja w Stalingradzie to po prostu mistrzostwo. Tak misje w samolocie są tragiczne, przede wszystkim ze względu na słabe sterowanie.

Sterowanie w grze jest bardzo intuicyjne  – oczywiście prócz wspomnianych wyżej misji gdzie wcielamy się w pilota samolotów – świetny jest również feeling ze strzelania, naprawdę mimo to, że trzymamy w ręku pada, a nie broń to czuć jak każda z broni zachowuje się inaczej, jaki ma odrzut zwłaszcza wszystkie jednostrzałowe karabiny, czy rewolwery dają poczucie ogromnej mocy obalającej jednej kuli. Grałem na Xbox Series X i w takich grach żałuję, że nie posiadam PS5 i pada DualSense, który dzięki specjalnym triggerom jeszcze bardziej daje odczuć każdy oddany strzał.

Według mnie Activision powinien zmienić trochę strategie wydawania gier co roku, bo zaczyna to wszystko wyglądać jak seria FIFA od Electronic Arts. Może gdyby twórcy zaczęli wydawać gry z serii co dwa lata dostalibyśmy produkt idealny pod każdym względem. Vanguard jest grą bardzo nierówną, są kwestie, że widać dopracowanie z drugiej strony są rzeczy, które ewidentnie nie poszły, albo było zbyt mało czasu na dopracowanie. Mimo to gra się przyjemnie i dla mnie klimat drugiej wojny światowej jest znacznie lepszy niż wojny w czasach teraźniejszych, czy tym bardziej o konfliktach w przyszłości. Wszystkie wydarzenia za czasów właśnie drugiej wojny zasługują na ukoronowanie świetną grą, może kiedyś taką zobaczymy i przede wszystkim długą grę o wojnie, która trwała kilka lat i nie zostanie skrócona do 5 h jak to zrobił nowy Vanguard.

Napewno na duży plus zasługuje tu oprawa audiowizualna, gra na pc i konsolach nowej generacji wygląda przepięknie. Lokacje są dopracowane i bardzo szczegółowe. Moją uwagę przykuła przede wszystkim lokacja w Stalingradzie, mimo że lokacje są liniowe to sprawiają wrażenie bardzo rozbudowanych. Fizyka w grze też stoi na bardzo wysokim poziomie nie mniej jednak szkoda trochę, że lokacje nie są wzbogacone o realistyczne modele destrukcji. Gra też jest dość dobrze zoptymalizowana, choć niekiedy zdarzają się przycięcie na przerywnikach filmowych bądź na samym początku misji.  Dźwięki broni są świetne, słychać ewidentnie, że strzały które wydobywają się z lufy należą do danej broni. Muzyka w grze też stoi na wysokim poziomie i świetnie się komponuje z całością.

Mam też nadzieję, że następny Call of Duty postawi już tylko i wyłącznie na PC i konsole nowej generacji, czyli Xbox Series X i PS5, żeby twórcy nie musieli ograniczać się względem poprzedniej generacji konsol i móc wykorzystać w pełni nowe maszyny, żeby każdy gracz zobaczył jak powinna wyglądać gra nowej generacji, to na pewno zwiększy jeszcze bardziej immersję z przygody.

Warto też wspomnieć, że gra posiada pełną lokalizacja polską i jest ona naprawdę dobra, nie ma za bardzo do czego się przyczepić. Głosy bohaterów wydają się pasować do postaci, które grają i nie są one sztuczne ani zbyt teatralne.

Gra w mniejszym stopniu inspiruje się wydarzeniami historycznymi, ale niestety większość to fikcyjne wydarzenia wymyślone na potrzeby gry. Choć nasza ekipa jest inspirowana prawdziwymi postaciami. Postać Arthura Kingsleya jest inspirowana prawdziwym żołnierzem Sidneyem Cornellem – pierwszym czarnoskórym spadochroniarzem, który wylądował w Normandii 5 czerwca 1944 roku wraz z brytyjską 6 Dywizją Powietrznodesantową. Wsławił się on niebywałą odwagą i niezawodnością w przekazywaniu rozkazów, gdy nie działała komunikacja radiowa – i to mimo wielokrotnego odniesienia ran podczas misji. Reszta bohaterów również wzorowana jest na autentycznych postaciach. Freisinger to Heinrich Muller – szef Gestapo, Urzędu IV w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy. Postać amerykańskiego pilota Wade’a Jacksona bazuje na Vernonie Micheelu – bohaterze bitwy o Midway. Żołnierka ze Stalingradu, czyli Polina Pietrowa, to nikt inny jak Ludmiła Pawliczenko – najskuteczniejsza kobieta snajper zwana „panią śmierć”. Z kolei Lucas Riggs inspirowany jest Charlesem Uphamem – Nowozelandczykiem, który jako jedyny żołnierz w historii II wojny światowej otrzymał dwukrotnie Krzyż Wiktorii, najwyższe odznaczenie wojenne imperium brytyjskiego.

Mimo kilku niedociągnięć grało mi się niezwykle dobrze. Jest to dużo lepsza odsłona niż poprzedni Cold War. Jeśli ktoś jest fanem serii Call of Duty, lubi FPS które w dużej mierze opierają się na świetnie oskryptowanych misjach, a przede wszystkim lubi klimat drugiej wojny światowej to jest to tytuł dla Niego. Mimo, że kampania jest krótka, to zawsze zostaje nam multiplayer i tryb zombie. Ja naprawdę bawiłem się świetnie i gra bardzo często trzymała mnie w napięciu i nie ukrywam, że byłbym bardzo szczęśliwy gdyby gra była wspierana jeszcze przez dłuższy czas w postaci DLC, ale o takie które by rozszerzyły zawartość misji dla jednego gracza, nawet gdyby były to płatne dodatki z nowymi misjami z wielką chęcią bym je dokupił. Tak więc, dla mnie to gra dobra, ale której dużo brakuje do znakomitości. Jest to jednak zaraz po Modern Warfare moja druga ulubiona odsłona serii. Na plusy zasługuje napewno:

+ Widowiskowe bitwy

+ Model strzelania

+ Zróżnicowanie lokacje

+ Oprawa audiowizualna

+ Świetne przerywniki filmowe

+ Klimat

Na minusy zasługują:

– krótka kampania

– sterowanie samolotami

– niekiedy optymalizacja

– cena (zwłaszcza na nową generację)

Tak więc o to całe Call of Duty: Vanguard, gra bardzo nie równa. Momentami wciągająca, a czasami nudna. Raz misja jest dopracowana w stu procentach, druga natomiast wygląda jakby była wsadzona na siłę, żeby choć trochę wydłużyć tą i tak skrajnie krótką historię. Największy minus to właśnie wydawanie gry na siłę co rok, z jednej strony dla wielu graczy to dobrze, bo długo nie trzeba czekać na nowe przygody, z drugiej strony ja bym jednak chciał poczekać dłużej, żeby twórcy mogli grę wystarczająco rozbudować i dopracować ją do perfekcji. W moje ocenie gra zasługuje na mocne 6/10, no może 6 z takim małym plusikiem na zachętę, bo w grze jest potencjał ale niestety nie wykorzystany. Gra po prostu bazuje już na wyrobionej marce którą tworzy od lat, bo wiadomo że gracze i tak to kupią . Mimo wszystko mam nadzieję, że kolejna odsłona, która najprawdopodobniej pojawi się za rok będzie lepsza i przede wszystkim dłuższa. Dziękuję za uwagę, pozdrawiam Was ja, czyli Dami5033x.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Najnowsze wpisy